to i kilka slów ode mnie
Nigdy nic do kamerzystów (wiem, że niektórzy nie lubią tego określenia, wolą: “operator filmowy”) nie miałem. Wręcz przeciwnie, z większością się bardzo dobrze dogadywałem bez słów. Im młodszy tym lepiej. Im starsza szkoła tym gorzej (są wyjątki). Ale wiem, że z fotografami jest podobnie.
Na pierwszy ogień klasyka. Dwóch operatorów kamer w kościele… Dziewczyna (z tego, co pamiętam córka pierwszego kamerzysty) całą ceremonie kręciła z jednego miejsca i jak widać ze statywu. Ładna i bardzo jasna świątynia, ale niestety sporo ciekawych ujęć uciekło.

Drugi przypadek to już nie raz to wspomniane halogeny budowlane mające za cel podwyższenie temperatury na sali weselnej. O ile w zimie mogą się przydać to latem nie bardzo… szczególnie jak przez okna bije mocne dzienne światło, ale jak widać było go za mało i już na początku wesela trzeba było odpalić jupitery.

Powiedzmy, że już owe bezsensowne solarium zaakceptujemy. Warto tu zwrócić uwagę na ustawienie światła. Kamerzysta cały czas kręcił od sceny w stronę gołej ściany. Tło to w tym przypadku jednolita wielka ciemna ściana/plama. Wystarczyłoby owy statyw ze światłem ustawić z drugiej strony sali i kręcić na tle sceny, świateł zespołu i dymu z wytwornicy a efekty były by o niebo lepsze. Rzecz jasna ja robiłem zdjęcia głównie mając ową scenę w kadrze, co skutkowało walką, aby operator kamery nie był w kadrze a on pewnie mnie nie raz widział w swoim obiektywie. Napisze jeszcze, że zwróciłem mu uwagę o świetle, ale on wiedział lepiej…
Subskrypcja RSS