To be like a star :)
Witajcie,
Jak każdemu fotografowi, również i mnie przydarzył się “kamerun” hołdujący dziwnym zasadom (a bardziej ich brakowi). Zaczęło się od haniebnego spóźnienia na przygotowania pana młodego ale to szczegół.
Na błogosławieństwie pojawił się już w towarzystwie żonki, która… przybyła uzbrojona w DSC wyposażony w wielką zewnętrzną lampę i zaczęła focić desperacko wybierając akurat te miejsca, w których stawałem by uwiecznić te wyjątkowe chwile.
Potem pognaliśmy do kościoła w Św. Lipce. Małżonka pojawiła się tam już w charakterze dodatkowego kamerzysty z kolejną tzw. “latającą” kamerą. “Plumkali” tymi kamerkami całą mszę, skutecznie przy tym utrudniając mi pracę bo co rusz któreś z nich właziło mi w kadr.
Ale najlepsza była końcówka. Para młoda wychodzi z kościoła. Pan Kamerun oczywiście towarzyszy cofając się “rakiem” (nie chcę wiedzieć jaki był efekt jego pracy). Oczywiście miał w nosie, że czekam już na zewnątrz i czatuję na jak zawsze atrakcyjne ujęcie ze spadającym ryżem. Obudził się już w drzwiach kruchty… Zresztą sami zobaczcie. Takich rzeczy nawet w Erze nie dają
Edit moderatora: Proszę zamazywać twarze! Podmieniłem zdjęcie.

Subskrypcja RSS